Teneryfa – Wąwóz Masca

Posted on

Teneryfa! O tak!

Jest tutaj dokładnie to, czego szukałam. Wspaniałe, zielone góry Anaga na północy, ciepłe i bardziej słoneczne południe, oraz wspaniała część centralna, z wulkanem na środku! Wyspa mnie zauroczyła, lecz każda jej część w inny sposób. Postanowiłam zatem nieco inaczej podejść do tematu i opisać trasy i trekingi, które warto zaplanować będąc na wyspie.

Wąwóz Masca

Bezsprzecznie każdy, kto wybiera się na Teneryfę,  usłyszy o tym miejscu jako jednej z głównych atrakcji. Miejsce jest piękne i w żadnym stopniu nie przereklamowanie.

Szlak zaczyna się w pięknej miejscowości Masca. Można tam dotrzeć samochodem, ale droga prowadząca do miejscowości jest wąska i kręta, co jakiś czas trzeba się mijać z większymi samochodami oraz autobusami! Na drodze są oczywiście co jakiś czas miejsca na mijanki, ale w przypadku napotkania większego pojazdu trzeba czasem mocno kombinować, aby się wyminąć.

Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, aby dotrzeć tam autem,  może wybrać dojazd autobusem. Kursuje tam autobus TITSA, numer linii 355. Rozkład autobusów oraz mapę przystanków można zobaczyć tutaj: http://titsa.com/index.php/tus-guaguas/lineas-y-horarios/linea-355
Jeśli wybierze się dojazd autem trzeba liczyć się z tym, że może być problem ze znalezieniem miejsca parkingowego. My po dość długim poszukiwaniu miejsca, zmuszeni byliśmy zaparkować auto w odległości niecałego kilometra od miejscowości.

Na początku mieliśmy problem ze znalezieniem szlaku i wybraliśmy błędnie inną ścieżkę, która zaczynała się na początku miejscowości. Prawidłowy szlak zaczyna się w centrum, zaraz obok restauracji. Szlak jest uznawany jako średnio trudny, ale myślę, że każdy człowiek, o średniej sprawności fizycznej powinien raczej poradzić sobie z jego przejściem, a przynajmniej jego części.

Trasa ma niecałe 8,5 km i czas jaki należy zarezerwować sobie na przejście całości (góra-dół–góra) to około 5-6 godzin. Przy czym drogę powrotną, pod górę pokonuje się nieco szybciej niż drogę w dół, ze względu na obecność kilku dość stromych odcinków, które pod górkę pokonuje się szybciej i wygodniej. Startujemy na wysokości około 620 m n.p.m. Początek szlaku to zejście schodami, później, kiedy schody się kończą, zaczyna się dość stroma ścieżka, aż dochodzimy do ładnego wypłaszczenia. Wprost idealnego na zdjęcia.

Dalsza trasa jest urozmaicona, są fragmenty łagodne oraz bardziej wymagające, czasem zdarzają się przejścia po skałach, podczas których użycie rąk jest całkiem przydatne 🙂 Im niżej się znajdujemy, tym piękniejsze widoki na nas czekają. Przejście staje się coraz bardziej wąskie, a skały wydają się coraz wyższe 🙂

Co jakiś czas wydaje się, że za zakrętem zobaczymy morze, tymczasem mijamy kolejne zakręty, aż w końcu dochodzimy do ładnej, plaży pokrytej dużymi kamieniami. W dzień, w którym byliśmy w tym miejscu, morze było mocno wzburzone i co jakiś czas nadchodziła silna fala (chociaż na zdjęciu tego nie widać). Do plaży kursują statki z Los Gigantes, także istnieje również opcja zejścia wąwozem z Maski do morza i powrotu statkiem.

Zaraz po przybyciu na plażę, dziewczyna, z  załogi statku poinformowała nas, żeby nie zbliżać się do morza, ze względu na mocne fale. Mieliśmy też okazję zaobserwować wsiadanie kilku turystów i załogi do statku „na szybko” 🙂 Specjalnie do tego celu służy wysoki pomost, który był tego dnia mocno obmywany przez fale. Załoga statku wybrała spokojniejszy moment i w tym czasie biegiem udawali się wraz z turystami  do statku. Dobra logistyka i sprawna akcja 🙂 Moment został wybrany idealnie i fala nikogo nie zdążyła podmyć 🙂

 

 

 

Reklamy

Malta: co warto zobaczyć na wyspie Gozo

Posted on Updated on

Nie zauroczyła mnie Malta.

Czy zastanawiacie się czasem jak duży wpływ na postrzeganie miejsc które odwiedzacie mają Wasze wcześniejsze podróże?
Według mnie wpływ ten jest znaczny. Mam wręcz wrażenie, że przez to, że udało mi się zwiedzić tak wiele zróżnicowanych przyrodniczo oraz oryginalnych miejsc (w szczególności tych w Stanach Zjednoczonych), miejsca, które odwiedzam teraz są już dla mnie na tyle powtarzalne, że nie wywierają na mnie tak silnego wpływu jak na ludzi, którzy mało podróżują.

A może to Malta jest specyficzna?

Uwielbiam góry. Górski krajobraz jednak wciąż wywiera na mnie duży wpływ i myślę, że tak już będzie zawsze.

Na Malcie nie ma gór.

Powierzchnia wysp jest pagórkowata, powszechnie występuje rzeźba krasowa, dzięki czemu znajdziemy tam dość głęboko wycięte w wapiennych skałach dolinki, a także  dość licznie występujące skalne groty. Jednak cały obszar jest nizinny i dość jednolity przyrodniczo.

Kraj składa się się z trzech niewielkich wysp: Malty, Gozo i Komino , których łączną powierzchnia jest niewiele większa od powierzchni Krakowa. Ciężko więc wymagać od tak niewielkiego obszaru różnorodności przyrodniczej.

Bardzo fajne plaże!

Według mnie Malta świetnie nadaje się dla turysty poszukującego spokojnego wypoczynku nad morzem, który jest bardziej zwolennikiem biernego odpoczynku niż eksploracji. Dla takich turystów Malta będzie bardzo fajnym celem. Znajdziemy tam zarówno plaże piaszczyste jak i wspaniałe, kamieniste.

Pod względem wspinaczkowym jest całkiem fajnie. Nie jest to może raj dla wspinacza, ale uważam, że naprawdę fajnie można się powspinać, szczególnie osoby, które wspinają się na poziomie do VI.3. Po przeczytaniu jednego z blogów dotyczących wspinania na Malcie ukazującym wspinanie w dość negatywnym świetle zastanawiałam się czy warto w ogóle brać ze sobą sprzęt. Po rozmowie ze znajomym wspinaczem, który mieszkał na Malcie ponad rok i  pożyczeniu od niego wspinaczkowej biblii Malty „Sport climbing in Malta & Gozo” zdecydowaliśmy, że sprzęt warto wziąć. Nie żałuję tych dodatkowych kilogramów w plecaku. Odwiedziliśmy kilka rejonów (w tym jeden przypadkowo:)).  Ze względu na bliskość miejsca pobytu wspinaliśmy się tylko na Gozo, ale wyspa pod tym względem zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Mnóstwo łatwego wspinania, dobrej jakości, nie wyślizgana skała, stąd też większość dróg zrobiona została przeze mnie w stylu OS, kilka w stylu flash, było także kilka wstawek nie kończących się powodzeniem 🙂

Rejony, które udało się odwiedzić.

  1. Mgarr ix-Xini. Jest to nie tyko najciekawszy rejon wspinaczkowy na Gozo, w mojej opinii jest to także najładniejsze pod względem przyrodniczym miejsce na Malcie. Ładna, głęboko wcinająca się w ląd zatoka zakończona jest niewielką, betonowo- kamienistą plażą. Sama plaża jest raczej niespecjalnie ładna,  natomiast szeroki wąwóz prowadzący prosto pod skały jest już bardzo ciekawy.  Z plaży można wybrać się na niedługi spacer. Podążamy szeroką ścieżką w głąb lądu poprzez trzcinowo-bambusową puszczę. Tym sposobem szybko dochodzimy do jednego z sektorów. Idąc dalej ścieżką wyprowadzającą „na górę” możemy dojść do kolejnych sektorów.  Jednak najwygodniejszym sposobem dotarcia w te sektory jest zaparkowanie samochodu przy drodze Triq ta’ Mġarr ix-Xini w okolicy starej przepompowni wody. Uważam, że spacer jest godny uwagi też dla  „niewspinacza”. Jest to po prostu samo w sobie ładne miejsce.
    Jeśli chodzi o samo wspinanie to jest tam zdecydowana przewaga dróg łatwych i bardzo łatwych, po dobrej jakości skale. Są to drogi raczej krótkie. Najtrudniejsza droga regionu to 7b+. Poniżej zdjęcie z rozkładu trudności dróg, wraz z mapą dojścia do jednego z sektorów.
  2. Wied ix-Xlendi. Do teraz myśl o tym regionie wywołuje uśmiech na mojej twarzy, a to ze względu na jego szczególną specyfikę 🙂 Do regionu właściwie nie ma drogi dojścia. Jedyną możliwością dotarcia tam jest po prostu zjazd na linie. Na „górze” są jednak stanowiska, wygodne i przystosowane specjalnie do tego celu. Sam region jest bardzo ładny. Zaraz przy samych skałach rosną wysokie bambusy, które powiewają dźwięcznie podczas wiatru 🙂 Region jest niewielki, znajdziemy tutaj niecałe 30 dróg. Tutaj również dominuje łatwe wspinanie.
  3. Wied ix-Mielah. Muszę przyznać, że wspinanie tutaj nie za bardzo mi się spodobało. Było co prawda dość nietypowe, bo region znajduje się nad morzem, właściwie to nawet w morzu… Część regionu to po prostu kawałek klifu morskiego, więc niektóre drogi zaczynają się właściwie w morzu. Chwyty na większości dróg to naprawdę świetne klamy, ale równocześnie ostre jak brzytwa, naprawdę delikatnie trzeba było je łapać, żeby nie poranić sobie nawet tak nie delikatnych dłoni jak moje. Drogi to także zabójstwo dla liny. W praktyce było tak, że po poprowadzeniu drogi, nie zjeżdżaliśmy, tylko schodziliśmy powoli tą samą drogą, żeby lina miała jak najmniejszy kontakt ze skałą. Bardziej w głębi lądu są już ładniejsze i nie tak ostre drogi. Wied ix-Mielah jest znane natomiast z okna skalnego. Warto tam pojechać chociażby z tego względu, żeby je po prostu zobaczyć 😀 Okno jest mniej popularne wśród turystów niż jego nieco większy, już nie istniejący brat – symbol Malty – Azure Window, a w mojej opinii jest nawet ładniejsze. Okno jest odwiedzane przez naprawdę niewielką liczbę turystów. Podczas jakichś 3 godzin wspinaczki, liczbę osób która przyjechała zobaczyć to miejsce można policzyć palcach obu dłoni 🙂  Zastanawiam się, czy to miejsce będzie/jest teraz bardziej popularne.

Co jeszcze warto zobaczyć na Gozo:

Na Gozo spędziliśmy najwięcej czasu. Wyspa jest na tyle malutka, że w zasadzie na poznanie wszystkich jej atrakcji wystarczą dwa dni średnio intensywnego zwiedzania, połączonego z plażowaniem. Wyspa jest mniej zurbanizowana od wyspy głównej, bardziej zachowała swój naturalny charakter. Kolejność atrakcji przypadkowa:

Victoria

Victoria zwana także Rabat to największe, (choć liczące jedynie około 6,5 tys. mieszkańców) miasto wyspy Gozo. Warte zobaczenia jest centrum, z wąskimi uliczkami oraz górująca nad miastem wspaniała, średniowieczna Cytadela. W obrębie murów twierdzy znajduje się też całkiem ładna katedra Najświętszej Marii Panny. Z murów rozpościera się bardzo ładny i rozległy widok na wyspę. Nocą mury są pięknie oświetlone, a cały teren cytadeli jest na tyle obszerny, że można się tam nawet zgubić 🙂

Na Malcie bardzo popularne są festy. Są to święta patrona danej parafii. Święta te są bardzo hucznie obchodzone. Miasta w tym czasie są pięknie przyozdabiane, a na głównych ulicach można zobaczyć procesję z figurkami patrona. Wieczorem odbywa się pokaz sztucznych ogni. Pokaz, na który natrafiliśmy w Victorii trwał około pół godziny! Nie był może tak intensywny jak to jest w przypadku pokazów sylwestrowych, jednak niemniej ciekawy. Festami żyje całe miasto. Można w tym czasie zobaczyć pięknie ubrane dziewczyny, a także zakupić coś na jarmarku.

 

Xlendi

Samo miasto jest raczej  niespecjalnie atrakcyjne. Należy tutaj przyjechać aby zobaczyć piękną zatokę oraz wspaniałe klify.  Z miasta warto zrobić sobie niedługi spacer w kierunku Xlendi Tower, a później wzdłuż wybrzeża. Naprawdę ładne miejsce, szczególnie o zachodzie słońca.

 

Azure Window & Blue Hole

To chyba najbardziej znana atrakcja turystyczna Malty i wizytówka kraju. Wysoki wapienny, niestety już nieistniejący most skalny znajdował się na zachodzie wyspy. Należę do tych szczęściarzy, którym udało się odwiedzić to miejsce! 🙂 Skała runęła do morza w marcu tego roku.  Siła procesów abrazyjnych jest niezwykła. Morze stworzyło, morze zabrało. Niby kawałek skały, ale uważam, że jest to mocna strata dla Malty – kraj stracił  swoją topową atrakcję. Miejsce ładne, lecz mocno zatłoczone. Tuż obok znajduje się Blue Hole, czyli Wielka, mająca około 60 m głębokości dziura na dnie morza. Dziura jest szczególnie atrakcyjna dla nurków.

 

Plaże:

Warte odwiedzenia są Sunblass oraz Rambla, najbardziej znane, piaszczyste  plaże Malty. Obie plaże są ładne. Ciężko mi powiedzieć, która bardziej. Obie są dobrze zagospodarowane pod względem turystycznym: bary, restauracje, mini sklepiki.

 

Polska nietypowa

Posted on Updated on

Limanowa

Postanowiłam stworzyć listę ciekawych miejsc turystycznych w Polsce, przeznaczoną dla turystów szukających nieco innych, bardziej nietypowych i mało znanych atrakcji. Nie spotkacie tam tłumów turystów, za to miejsca te wiążą się zazwyczaj z ciekawą historią. Zobaczcie jakie to miejsca.

Piramida w Rapie

Wieś Rapa to miejscowość położona na mazurach, 1,5 km od granicy z obwodem kaliningradzkim. We wsi znajduje się nietypowy, warty uwagi obiekt. Jest to piramida-grobowiec rodziny pruskiego rodu baronów von Fahrenheid. Celem budowy piramidy było stworzenie warunków sprzyjających mumifikacji ciała. W grobowcu w 1811r. jako pierwsza została pochowana 3-letnia córka barona Farenheita, w późniejszym czasie pochowano tam także kilku członków rodu budowniczego piramidy Friedricha Heinricha. Podczas I i II Wojny Światowej grobowiec został zdewastowany przez Rosjan. Obecnie posiada zamurowane drzwi oraz kraty w oknach. Trumny w środku są zniszczone, a przez okna można dojrzeć nagie szkielety, które obecnie niszczeją od wilgoci. Przeprowadzone badania radiestezyjne tego miejsce podają wiele interesujących danych dotyczących tej budowli. Stwierdzono, że wybór miejsca budowy piramidy nie był przypadkowy. Jest to miejsce o koncentracji pozytywnego promieniowania energii Ziemi i Kosmosu, a pozytywne promieniowanie jest dodatkowo wzmacniane w piramidzie przez odpowiedni kształt sklepienia wewnętrznego pod kątem 51°52′, czyli dokładnie taki jaki jest w piramidach egipskich.

Piramida_w_Rapie_B

 

Kłomino

Nie trzeba wyjeżdżać do ukraińskiej Prypeci, aby zobaczyć opuszczone miasto-widmo. W Polsce także takie znajdziemy. Kłomino to opuszczone miasto w województwie zachodniopomorskim, położone niedaleko Bornego Sulinowa. Miasto, które obecnie jest mocno zdewastowane i pozarastane, ma za sobą dramatyczną historię, ponieważ istniał tutaj hitlerowski obóz jeniecki. Do 1992 roku miasteczko było bazą Armii Radzieckiej i stacjonował tam 82 Gwardyjski Pułk Strzelców Zmotoryzowanych.Przypuszcza się, że do 1992 roku miasto mogło liczyć około 5 tysięcy mieszkańców. Kłomino opustoszało dopiero w 1992 roku, kiedy wyjechali stąd ostatni żołnierze rosyjscy pozostawiając po sobie budynki szpitali, bloków mieszkalnych, sklepów, garaży a nawet kino. Miasto więcej nie zostało już zasiedlone, a począwszy od 2008 roku jest stopniowo wyburzane. Do miasta nie prowadza żadne drogowskazy. Planuje się tu zbudować kotłownię olejową, oczyszczalnię ścieków i wysypisko śmieci i z każdym rokiem wygląd miasta ulega zmianie. Obecnie Kłomino ma 12 mieszkańców.

Kłomino_2011_(_1_)

 

Wierszalin

Opuszczona osada, znajdująca się w województwie podlaskim, około 15 km od granicy polsko-białoruskiej. Osadę w latach 30. XX w. założył twórca religijnej sekty i samozwańczy prorok Eliasz Klimowicz. Było to w czasach kiedy w kościele prawosławnym brakowało duchownych, a ich miejsce zapełniali różni cudotwórcy i uzdrowiciele. Eliasz zaczął wznosić wraz ze swymi wyznawcami osadę Wierszalin, która miała stać się nową stolicą świata. Przyjeżdżali tutaj mieszkańcy Ziemi Bielskiej, Nowogródczyzny i Wołynia, przyjeżdżali też ludzie, którzy wierzyli w uzdrawiającą moc Eliasza. Obecnie na miejscu starej, otoczonej przez piękny sosnowo-świerkowy las osady, stoi kilka niszczejących , drewnianych budynków, zachowała się także niewielka studnia.

Krzywy las pod Gryfinem

Nadszedł czas na przedstawienie osobliwości przyrodniczej, tajemniczego lasu pod Gryfinem, w województwie zachodniopomorskim. Las ten został nazwany tak ze względu na rosnące w tym miejscu zdeformowane sosny zwyczajne. Takich, nietypowych drzew rośnie tam ponad 100. Drzewa Zostały zasadzone w latach 30. XX wieku i wygięte są pod kątem ok. 90°. Nie do końca wiadomo dlaczego drzewa mają taki oryginalny kształt. Jedna z teorii mówi, że prawdopodobnie drzewkom obcinano czubki tuż nad najniższą gałązką odchodzącą od głównego pnia. W ten sposób funkcje obciętego pnia przejmowała właśnie jedyna zachowana gałązka, która podczas wzrostu, kierowała się w stronę światła, czyli prostopadle do gruntu i w ten sposób powstawała krzywizna.

Krzywy_Las_-_Nowe_Czarnowo_2

 

Bunkier dla pociągów w Konewce

W województwie łódzkim, niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego, w miejscowości Konewka leżą bardzo ciekawe pod względem historycznym obiekty. W czasie II wojny światowej, w 1941 r Niemcy wybudowali tutaj dwa bliźniacze kompleksy żelbetowych schronów, dla ochrony pociągów specjalnych, mogące pomieścić całe składy pociągów, czyli aż 10-16 wagonów! Schrony pełniły funkcje ruchomych ośrodków dowodzenia wojsk hitlerowskich, przed wojskami lotniczymi aliantów. Projekt objęty był tajemnicą, a ukończone bunkry odpowiednio zamaskowano aby uniemożliwić ich wykrycie z powietrza. Dachy schronów zostały pokryty papą, umocowano także siatki maskujące i atrapy drzew. W 2005 roku utworzono trasę turystyczną „Bunkier w Konewce”, gdzie każdy, zainteresowany historią tego miejsca turysta, może dowiedzieć się nieco więcej na temat schronów.

JKRUK_20110424_KONEWKA_BUNKIER_KOLEJOWY_DSC02378

 

Zapomniana Świątynia Nazistów w Wałbrzychu

Dolny Śląsk słynie z mnogości różnych, tajemniczych obiektów. W Wałbrzychu, na stoku Góry Niedźwiadki znajduje się obecnie nieco zniszczony i tajemniczy obiekt, przez miejscowych zwany Totenburg. Budowlę zaprojektował niemiecki inżynier Robert Tischler. Obiekt powstał w roku 1938 i jest stylizowany na budowlach mezopotamskich. Oficjalnie celem jego powstania było upamiętnienie Ślązaków poległych podczas I Wojny Światowej. W rzeczywistości było to miejsce, w którym odbywały się defilady i inne nazistowskie uroczystości. Mówi się także o wielu różnych tajemniczych wydarzeniach, który być może odbywały się na terenie obiektu jak specjalne inicjacje i próby wytrzymałości nowych członków SS.

Mauzoleum-Wałbrzych1

 

Klub Maxim, Gdynia

Znajdujący się w dzielnicy Orłowo, ekskluzywny w czasach PRL-u klub, powstał na przełomie lat 70 i 80. Na spędzanie czasu w Maximie stać było tylko elitę – biznesmenów, aktorów, reżyserów. Kub działał do 2004 roku, a dziś świeci pustką i jest mocno zdewastowany.

333

Zdjęcie pochodzi bloga http://poznajpolske.blogujacy.pl/, na którym możecie przeczytać więcej o klubie Maxim, a także o wielu innych ciekawych miejscach w kraju.

 

Wewnątrz Wielkiego Kanionu

Posted on Updated on

Będąc w rejonie Wielkiego Kanionu warto zarezerwować sobie chociaż jeden dzień, aby zejść do jego wnętrza. Jest to nie tylko wspaniała przygoda geologiczna, gdyż z bliska możemy przyjrzeć się coraz to starszym warstwom budującym kanion, czeka nas także zmiana klimatu. W ciągu zaledwie kilku godzin przemieszczamy się ze strefy  zimnych klimatów stepowych do strefy ciepłych klimatów pustynnych. Im niżej się znajdujemy, tym coraz wyższa temperatura zaczyna nam doskwierać. Taki stan rzeczy ma odzwierciedlenie także w zmianie szaty roślinnej. Powszechnie występujące przy krawędzi kanionu sosny i świerki ustępują miejsca roślinności półpustynnej. Możemy więc podziwiać między innymi kaktusy z różnobarwnymi kwiatami.

W planach mieliśmy przejście trasy, którą chcieliśmy podzielić na dwa dni. Niestety nie udało się uzyskać pozwolenia na nocleg w miejscach, które nas interesowały. Pozwolenie, tzw. Backcountry permit, można zdobyć na dwa sposoby. Pierwszy z nich to rezerwacja z wyprzedzeniem przez internet, nawet kilka miesięcy wcześniej. Trzeba jednak znać dokładną datę planowanej wycieczki. Drugim sposobem jest bezpośrednia rezerwacja w biurze wcześnie rano, co najmniej dzień przed planowanym noclegiem. Można ewentualnie liczyć na szczęście i pojawić się w biurze tego samo dnia co planowany nocleg, licząc na to, że jakieś miejsce zwolni się. Nam niestety się to nie udało i najbliższy wolny termin był za dwa dni, co w praktyce oznaczało spędzenie w oczekiwaniu dwóch najbliższych nocy „na górze”.

Rim-to-Rim-map
Poglądowa mapa szlaków oraz punktów. Źródło: http://www.rimtorim.org/

Nocleg wewnątrz kanionu możliwy jest tylko w kilku miejscach. Są to pola namiotowe oferujące miejsce dla 12-stu namiotów (Indian Garden Campground, Bright Angel Campground, Cottonwood Campground) oraz Phantom Ranch, czyli zespół małych domków. Dwa pierwsze z nich są położone na planowanej przez nas trasie wycieczki.

Pierwotnie wybraliśmy dwa warianty wycieczki:

  1. Zejście do rzeki Colorado przez South Kaibab Trail, nocleg na dnie kanionu i powrót przez Bright Angel Trail.
  2. Rim to Rim, czyli przejście z południowej na nieco wyższą, północną część kanionu. Opcja dłuższa i także z jednym noclegiem.

Niestety z racji tego, że nie dostaliśmy pozwolenia na nocleg w interesujących nas terminach oraz tego, że posiadaliśmy już plany na następne dni postanowiliśmy zrobić sobie po prostu krótką, jednodniową wycieczkę do punktu zwanego Plateu.

Drogę od punktu Bright Angel Trailhead do Plateu można pokonać w czasie 1,5-2 h. Tak szybkie pokonanie tego dystansu oznaczało dla mnie tylko jedno – mogliśmy spokojnie wybrać pierwszy wariant wycieczki bez konieczności noclegu…mimo, że w przewodniku wycieczka ta opisana była jako dwu-dniowa. Spotkaliśmy na trasie nawet amerykańską rodzinę, która szlak ten pokonywała korzystając z dwóch noclegów, czyli przejście szlaku podzielili sobie na trzy dni.

W takich momentach czuję zawsze niedosyt i straconą szansę na wykorzystanie czasu w bardziej optymalny sposób, a przecież w takich miejscach bywa się zazwyczaj tylko raz w życiu – tak każe mi myśleć przeważająca we mnie analityczno-destrukcyjno-ambitna część mojej osobowości, natomiast ta bardziej optymistyczna część, która występuje we mnie niestety w mniejszym procencie w tym samym czasie mówi : „Jesteś w pięknym miejscu, tyle ludzi na świecie marzy o tym aby choć przez chwilę zobaczyć kanion na żywo. Duża część ludzi przyjeżdżając tutaj, w ogólne nie decyduje się na wycieczkę w głąb kanionu”Po krótkiej analizie plusów i minusów przychylam się jednak bardziej w stronę wersji optymistycznej.

IMG_9895
Odcinek początkowy szlaku Bright Angel

Tak, Plateu to piękne miejsce 🙂 Rzec trzeba nawet, że przepiękne.

IMG_9897i
Widoczny w oddali przebieg szlaku.

Mimo, że nie dochodzi się do samego dna kanionu i rzeki Colorado, to oferuje wspaniałe i rozległe widoki na skały wokół. Z tego miejsca świetnie widać dno kanionu wraz z rzeką Colorado. Właściwie cały szlak Bright Angel jest bardzo malowniczy i najchętniej wszystko dookoła chciałoby się uchwycić na zdjęciu.

IMG_9896i
Widoki na szlaku

IMG_9907i

IMG_9915i

IMG_9903i

Najbardziej malownicza część szlaku to odcinek od kempingu Indian Garden do Plateu. Nazwa ” Indiański Ogród” pasuje tutaj świetnie. Jest to chyba najbardziej zielone miejsce wewnątrz kanionu. Można tam skryć się w cieniu niewysokich drzew, w towarzystwie wiewiórek, które nie dość, że przywykły do obecności ludzi to zawsze oczekują na jakiś smaczny kąsek. Ciekawą informacją jest to, że większość osób, które decyduje się na zejście w dół kanionu, kończy swoją przygodę właśnie w tym miejscu. Na spacer do „Plateu” decydują się tylko niektórzy. Jest to dla mnie nie do końca zrozumiała sytuacja, ponieważ to co najlepsze dopiero ma nadejść 🙂

IMG_9917i
Indian Garden
IMG_9964i
Na całym szlaku można spotkać wiewiórki. Wiewiórka z ogryzkiem w Indian Garden.

Dalsza część trasy, aż do końca szlaku prowadzi już płaskowyżem przez obszar półpustynny. Drzewa ustępują tutaj miejsca krzewom oraz kaktusom, a dookoła rozpościerają się wspaniałe widoki. Po mniej więcej półgodzinnym spacerze dochodzimy do miejsca, w którym łagodny płaskowyż zakończony jest skarpą. W tym miejscu również kończy się szlak. Jest to najdalszy i chyba najbardziej urokliwy punkt naszej trasy, gdyż dopiero stąd, po raz pierwszy naszym oczom ukazuje się dno kanionu wraz z meandrującą rzeką Colorado, na której co jakiś czas widać przepływające tratwy. Widok jest naprawdę wspaniały. W oddali widać także trawers szlaku prowadzącego do rzeki, którym planowaliśmy iść.

IMG_9923i

IMG_9929i

IMG_9934i

IMG_9963i
Na trasie spotkać możemy różnobarwne kaktusy.
IMG_9941i
Ostatni i najbardziej widokowy punkt na trasie 🙂

IMG_9940i

IMG_9939i

IMG_9945i
Widok z Plateu na trawers szlaku prowadzącego do rzeki Colorado.

Zwiedzając jedynie krawędź kanionu nie poczuje się w pełni jego uroku, dlatego jeżeli będziecie mieć możliwość  przyjazdu w to miejsce, wybierzcie się także „do środka” 🙂

Cypr przyrodniczo

Posted on

Ktoś kiedyś powiedział, że jestem „bardziej geologiem niż typowym turystą” 😉 Z czym się oczywiście zgadzam. Tak też wyglądają moje wycieczki. Nie poświęcam zbyt wiele czasu na zwiedzanie miast, chociaż przyznam, że lubię oglądać ciekawe rozwiązania architektoniczne, lub też budowle starożytne i z wielką chęcią odwiedziłabym na przykład Angkor Wat. Fascynują mnie również miejsca opuszczone i trudno dostępne. Z drugiej strony lubię obserwować życie mieszkańców różnych miast, czy pójść na spacer w jakieś klimatycznie miejsce i napić się kawy w przytulnej kawiarni. Priorytetem jednak zawsze dla mnie będzie natura.

Moje wycieczki układam przeważnie tak, aby jak najwięcej czasu  poświęcić na obcowanie z naturą. Podobnie było na Cyprze. Nie znajdziesz tu opisu, co ciekawego można zobaczyć w cypryjskich miastach, jeśli natomiast szukasz odpoczynku i pragniesz zobaczyć kilka pięknych miejsc z dala od miejskiego zgiełku możesz czytać dalej.

Tam, gdzie kończą się drogi czyli Półwysep Akamas.

Moim zdaniem jest to najciekawsza przyrodniczo część wyspy, która dodatkowo zachowała swój naturalny charakter. Nie bez powodu utworzono w tym miejscu Park Narodowy. Półwysep najwygodniej zwiedza się samochodem terenowym.  Poruszanie się zwykłym samochodem, bez napędu na cztery koła też jest możliwe, jednak nieco utrudnione, gdyż droga asfaltowa kończy się w rejonie miejscowości Agios Georgios, niedaleko miasteczka Peja, a dalej, w głąb półwyspu prowadzą już tylko drogi nieutwardzone. Są też miejsca, do których ciężko jest dojechać zwykłym samochodem, więc dla jego dobra oraz dla dobra pasażerów :), auto warto zaparkować w wygodnym miejscu, a do miejsca docelowego udać się pieszo.

cypr-0836

Wydaje mi się, że najbardziej znaną atrakcją półwyspu jest Lara Beach. Jest to szeroka, piaszczysta oraz stosunkowo łatwo dostępna plaża, która słynie głównie z miejsc lęgowych Żółwi Olbrzymich i Żółwi Zielonych. Do samej plaży prowadzi droga szutrowa, nie najgorszej jakości.  Zwykłym samochodem bez większych problemów da się tam dotrzeć. Plaża jest ładna, jednak uważam, że nieco przereklamowana. Czytając w internecie opinie na temat tego miejsca spodziewałam się czegoś bardziej niesamowitego: pięknej, dzikiej plaży z lazurową morską wodą,  tymczasem plaża jest po prostu ładna. 🙂 Niewątpliwym plusem tego miejsca, co dla niektórych ludzi może być minusem, 🙂 jest brak infrastruktury turystycznej. W pobliżu jest tylko jeden bar, a najbliższy sklep znajduje się w Agios Georgios.

cypr-0837
Lara Beach

Niedaleko Lary znajduje się Avakas George Trail, jest to krótki, liczący w jedną stroną prawie 1,5 km szlak, prowadzący wnętrzem pięknego kanionu, wydrążonego w skałach wapiennych. Szlak prowadzi początkowo szeroką ścieżką, która później zwęża się do kilku metrów. Spacer umilają głośne śpiewy i okrzyki ptaków, których echo, odbija się od ścian wąwozu, a spacerujące w pobliżu muflony dodają naszej wycieczce nieco pikanterii. 🙂 Widok na otaczające, 30-sto metrowe skały jest naprawdę imponujący. Niestety nie mam zbyt wielu zdjęć z tego miejsca. Dość późno wybraliśmy się na ten szlak i wracaliśmy już praktycznie w ciemności, więc nie było zbyt wiele czasu na zatrzymywanie się i robienie zdjęć.

akavas
Avakas GeorgeTrail. Źródło: broszura Cyprus Nature Trails, Nicosia 2013.
IMG_0846i
W drodze do wąwozu.

 

IMG_0851i

IMG_0847i

IMG_0848i

 

Aphrodite Trail

7,5 kilometrowa pętla. Szlak ma swój początek w słynnych Łaźniach Afrodyty (Bath of Aphrodite). Według mitologii greckiej, w owym miejscu bogini miłości spotkała swojego kochanka, Adonisa po raz pierwszy. Łaźnie nie są miejscem szczególnie ciekawym, znajdują się w ogrodzie botanicznym o tej samej nazwie. Legenda głosi, że ten kto napije się wody z tego miejsca oraz przemyje nią twarz, poczuje się młodszy i przepełniony miłością. Inna legenda głosi, że zakocha się w osobie którą po spożyciu wody zobaczy jako pierwszą 🙂 Należy jednak pamiętać, że woda z tego miejsca nie jest zdatna do picia 🙂

afrodite
Aphrodite Trail. Źródło: broszura Cyprus Nature Trails, Nicosia 2013.
adonis
Adonis Trail. Źródło: broszura Cyprus Nature Trails, Nicosia 2013.
IMG_0877
Łaźnie Afrodyty

Łaźnie Afrodyty warto odwiedzić tylko w przypadku gdy planujemy wybrać się na jeden z dwóch szlaków (Adonis Trail lub Afrodite Trail), rozpoczynających się w tym miejscu. Oba szlaki są podobnej długości, częściowo pokrywają się, a na przejście każdego z nich trzeba przeznaczyć około 2-3 godzin. Wybraliśmy szlak Afrodite Trail, ponieważ prowadzi wokół najwyższego punktu w okolicy – góry Moutti tis Sotiras (375 m n.p.m.). Szlak prowadzi trawersem wokół góry i nie wyprowadza na sam szczyt, dlatego nieco go zmodyfikowaliśmy wchodząc na szczyt, gdzie czekała na nas niespodzianka w postaci wspaniałego widoku na zatokę i lazurową wodę.

IMG_0880i

IMG_0885

IMG_0889i
Widok z Moutti tis Sotiras.
IMG_0904i
Widok z plaży w Polis na płaski wierzchołek Moutti tis Sotiras.

 

Półwysep Cavo Greco

Znajdujący się w południowo wschodniej części Cypru półwysep, również wart jest swojej uwagi. Podobnie jak Akamas jest Parkiem Narodowym. Utworzono go całkiem niedawno, bo w 1993 roku. Półwysep słynie między innymi z klifowego wybrzeża, w którym woda wydrążyła wiele jaskiń. Z pobliskiego miasta Ayia Napy, organizowane są rejsy połączone z możliwością kąpieli w morzu, w pobliżu grot oraz obserwacją ryb. W mieście oferowanych jest wiele innych atrakcji związanych ze sportami wodnymi, między innymi kurs nurkowania.

Więcej zdjęć z Cavo Greco zamieściłam w moim poprzednim wpisie dotyczącym wspinania na Cyprze.

cypr-0699

 

Dzika plaża w rejonie Episkopi

Na Cyprze jest wiele ładnych plaż i każdy znajdzie bez problemu, taką, która będzie mu odpowiadać. Osobiście lubię spokojne i odludne miejsca, więc jedna z plaż urzekła mnie szczególnie.

Małe miasteczko Episkopi położone jest około 20 km na zachód od Limassol. Niedaleko miasta Episkopii znajduje się piękne, klifowe wybrzeże. Jest tam też piękna, kamienista plaża. Aby do niej dojść, samochód trzeba zostawić na górze klifu i zejść szeroką ścieżką w dół. Spacer taki trwa około 20 minut. Przypuszczam, że długi spacer oraz brak infrastruktury turystycznej w pobliżu jest główną przyczyną zupełnego braku turystów w tym miejscu, bo plaża jest naprawdę piękna. Jeżeli ktoś dysponuje samochodem terenowym, może pokusić się o zjazd aż do samej plaży.

IMG_0751i

IMG_0756i

IMG_0755i

IMG_0763i

IMG_0759i

IMG_0767i

W okolicy Episkopi znajduje się ciekawy kompleks archeologiczny. Są to ruiny starożytnego miasta Kurion, które datowane są na II-V w.n.e. Do naszych czasów zachowały się między innymi liczne mozaiki, pozostałości teatru, łaźni rzymskich, stadionu i sanktuarium Apollina.

cypr-0743

cypr-0744i

 

Góry Troodos

Wulkaniczne pasmo górskie, którego najwyższy szczyt Olimbos (1951 m n.p.m.) jest zarazem najwyższym punktem wyspy. Sam szczyt jest terenem cypryjskiej bazy wojskowej, więc nie można na niego wejść. Można za to pospacerować wyznaczonymi wokół licznymi szlakami.

W rejonie Troodos właściwie trudno polecić coś konkretnego do zobaczenia. Już sam przejazd przez urokliwe wioski i miasteczka z krętymi i stromymi uliczkami jest bardzo atrakcyjny. Dodatkowo na tak niewielkim obszarze znajduje się aż 10 zabytków wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Są to bizantyjskie kościoły ze starymi freskami. Warto zobaczyć przynajmniej jeden taki kościół.

cypr-0737
Kościół św. Michała Archanioła w Peduolas.
cypr-0741
Pedoulas

 

IMG_0725
Wodospad Myllomeris w górach Troodos

 

Niewielki obszar wyspy oferuje wiele atrakcji. Niestety nie wystarczyło nam już czasu na zwiedzanie nieco słabiej rozwiniętej i ponoć równie pięknej północnej części wyspy.

 

 

Wspinanie na Cyprze subiektywnie

Posted on

Wyjazd na Cypr miał być typowo turystyczny i praktycznie do samego końca nie było wiadomo czy bierzemy ze sobą sprzęt wspinaczkowy. Wszelkie wątpliwości ostateczne rozwiała świetna strona Mariusza Dąbrowskiego „Wspinanie na Cyprze” gdzie są opisane rejony wspinaczkowe w poszczególnych dystryktach wyspy. Cała ta strona w zasadzie jest niezłym vademecum na temat Cypru, bo oprócz skałoplanów z mapami dojazdowymi, znaleźć możemy tam również przydatne informacje na temat tego co warto zobaczyć, czego się obawiać, gdzie wybrać się rowerem, czy nawet podstawowe zwroty w języku greckim i tureckim. Padła więc ostateczna decyzja: lina też pojedzie 🙂 Wybraliśmy sobie kilka rejonów wspinaczkowych, które z opisu wydały się najciekawsze, lub po prostu były „po drodze”. W żadnym z rejonów nie spotkaliśmy wspinaczy. Nikt nie wspinał się nawet w sobotę. Październik to jednak wciąż bardzo gorący miesiąc na wyspie, więc można  przypuszczać ze najbardziej optymalne warunki do wspinania nadejdą dopiero w listopadzie.

Pierwszy rejon, należący bardziej do kategorii „po drodze” to Agia Napa na półwyspie Cavo Greco(wschodnia część wyspy). Piękne, wapienne ściany skalne, o strukturze papieru ściernego 🙂 tworzą wzniesienie, na które prowadzi również ścieżka turystyczna. Roztacza się stamtąd rozległy widok na zatokę.

O godzinie 10 rano upał zaczynał już solidnie doskwierać, a biorąc po uwagę to, że skała ma dodatkowo wystawę południową, wbiliśmy się tylko w jedną, dość długą drogę, która w moim odczuciu może mieć wycenę około 6c. Niestety nie podsiadaliśmy topo tego rejonu, więc autorska wycena nie jest mi znana.

W całym rejonie znajduje się tylko kilka dróg ubezpieczonych, ale potencjał na nowe jest naprawdę ogromny. Sam półwysep Cavo Greco jest miejscem popularnym wśród turystów i wartym odwiedzenia, chociażby ze względu na kilka uroczych ścieżek spacerowych. Pod względem wspinaczkowym nie uważam go jednak za miejsce specjalnie atrakcyjne.

IMG_0707i

IMG_0712i

 

Kolejnym rejonem jest Kildasi. Jest to bardzo fajny rejon oferujący wspinanie do 7b, któremu warto jest poświecić przynajmniej dwa dni :). Składa się z kilku wapiennych skał, o bardzo dobrym tarciu. Drogi są obite bardzo komfortowo, a stanowiska wyposażone są w stałe karabinki, więc nie trzeba się przewiązywać. Ze względu na napięty harmonogram wycieczki poświęciliśmy na wspinanie tam tylko kilka godzin, ale za to wspinaliśmy się dość intensywnie i szybko, więc zrobiliśmy wszystkie drogi na Małej Skale Kildasi. Ze względu na gniazdujące ptaki musieliśmy niestety odpuścić kilka ładnie wyglądających dróg na Dużej Skale Kildasi.

 

IMG_0826i
Mała Skała Kildasi(po lewej) i północna strona Dużej Skały Kildasi (po prawej)
IMG_0825i
Północna część Dużej Skały Kildasi
IMG_0831i
Duża Skała Kildasi, strona południowa
IMG_0830i
Południowa część Dużej Skały Kildasi i Dolna Skała

Ostatnim rejonem, który mieliśmy okazję odwiedzić jest Gerakopetra. Rejon znajduje się w zachodniej części Cypru, niedaleko miasta Polis, w pobliżu cypryjskiej bazy wojskowej. Ze wzgórza na którym znajdują się skały, rozpościera się wspaniały widok na półwysep Akamas, który jest Parkiem Narodowym oraz widok na słynną plażę Lara Beach, która w okresie od czerwca do września jest miejscem lęgowym żółwi.

Z odwiedzonych rejonów, ten spodobał mi się najbardziej. Gerakopetra oferuje bardzo zróżnicowane wspinanie w piaskowcu, które zadowoli zarówno wielbicieli połogich płytek jak i tych, którzy preferują przewieszenia, do których należę ja 🙂 Znajdziemy tam drogi do 8b+, chociaż występuje tutaj znaczna przewaga dróg łatwych(około 90% to drogi do 6c).

Na Gerakopetrę poświęciliśmy w sumie dwa dni kilkugodzinnego wspinania, prowadząc większość dróg po stronie północnej skały i kilka dróg od strony zachodniej.

IMG_0853i
Gerakopetra od pólnocy

 

IMG_0860i
Okapik

IMG_0922i

IMG_0924i

IMG_0926i
Kathodigitis – 6a. Bardzo ładna droga, początek łatwą płytką, końcówka łatwym przewieszeniem.

IMG_0928i

IMG_0866i
Gerakopetra część zachodnia

IMG_0865i

IMG_0933i

IMG_0929i
Fanaklu – 6a, przepiękna 🙂

A na koniec kilka widoczków o zachodzie słońca 🙂

IMG_0863i

IMG_0861i IMG_0859i

Na krawędzi Wielkiego Kanionu

Posted on

Większość osób zapytanych o największe atrakcje przyrodnicze USA, na jednym z pierwszym miejsc wymieniłaby właśnie Grand Canyon. Postawa taka wydaje się być uzasadniona. Największy przełom rzeki na świecie, mający w najszerszym miejscu 29 km i około 1600 m deniwelacji, wycięty w płaskowyżu Kolorado, skrywa tajemnice w postaci nie do końca wyjaśnionej genezy jego powstania i robi niesamowite wrażenie.

Kanion można zwiedzać z różnych stron. Najbardziej spektakularna jest krawędź południowa. To właśnie tam zostało zrobionych większość zdjęć, które kojarzymy z tym miejscem.

Ze względów na nasze dalsze plany wycieczki, zdecydowaliśmy się odwiedzić kanion właśnie z tej strony. Wycieczkę rozpoczęliśmy od Las Vegas (oczywiście na zwiedzanie miasta przeznaczyliśmy cały poprzedni dzień:)),  zatrzymując się przy okazji z kilku ciekawych miejscach, jak chociażby Zapora Hoovera, o której będzie osobny wpis 🙂

lagc

Zwiedzanie Parku Narodowego zaczynamy w Grand Canyon Village,  jest to nieduża wioska, w której znajduje się dość duży market, przy którym jest restauracja. We wiosce są również hotele oraz Mather Campground czyli pole namiotowe, które wybraliśmy jako miejsce naszego noclegu. Miejsce jest bardzo ładnie położone, w spokojnej okolicy, wśród wysokich sosnowych drzew.

IMG_9833

IMG_9879

Według klasyfikacji Köppena Grand Canyon położony jest w strefie zimnych klimatów stepowych (BSk). Należy jednak pamiętać, że na klimat tego obszaru znaczący wpływ ma wysokość nad poziomem morza. (od 2100 m n.p.m. południowa krawędź kanionu, do 2500 m n.p.m.- północna część kanionu). Występują więc tutaj dość duże amplitudy dobowe temperatur. Noce są dość zimne. Temperatura nocą, w połowie kwietnia, oscylowała wokół 0°C.

Północna, wyższa krawędź kanionu charakteryzuje się nieco niższą temperaturą, a zimą występują tutaj wyższe opady śniegu.

Zupełnie odmienne warunki panują wewnątrz kanionu, leżą one już w strefie ciepłych klimatów pustynnych (BWh),  Warunki panujące na dnie kanionu są typowe dla tej strefy klimatycznej. Temperatura minimalna najzimniejszego miesiąca jest dodatnia.

O klimacie tego obszaru należy pamiętać, aby nie być zaskoczonym, lub co gorsza nieprzygotowanym na zimne noce, szczególnie gdy planuje się nocleg pod namiotem 🙂

Poniżej porównawcza tabelka z rozkładem temperatur w poszczególnych miesiącach. Tabelki pochodzą ze strony http://www.nps.gov/grca/planyourvisit/weather-condition.htm

Chart: Average Tempetures on the South Rim

Chart: Average Tempertures on the North Rim

Chart: Average Tempertures in the Inner Canyon

Warto poświęcić swój dzień na przejście przynajmniej kawałka drogi prowadzącej wzdłuż krawędzi kanionu, gdyż oferuje ona dość zróżnicowane widoki. Część skał chowa się, ukazując inne. Od czasu do czasu, w oddali można dojrzeć meandry rzeki Colorado.

IMG_9848

grand

Trasa nie stanowi żadnego wyzwania i prowadzi asfaltem. Jeżeli dysponujemy jedynie kilkoma godzinami czasu na zwiedzenie kanionu, polecam spacer pomiędzy punktem gdzie rozpoczyna się Bright Angel, czyli szlak prowadzący w głąb kanionu (na mapie zaznaczony trzema zielonymi kropkami z lewej strony), a punktem Yaki Point (na mapie zielone kropki po prawej stronie). Minusem trasy jest jej ogromna popularność wśród turystów, co generuje tłumy, ale wspaniałe widoki skutecznie to rekompensują. Mapę w całości, wraz z opisem można zobaczyć na http://www.nps.gov/grca/learn/news/upload/SRsummer2015_guidemap.pdf

IMG_9842

Mniej więcej w połowie trasy znajduje się muzeum geologiczne, do którego także warto wstąpić. Znajduje się tam między innymi świetnie przygotowany, nieco uproszczony model,  przestawiający przekrój kanionu z podziałem na poszczególne warstwy skalne, od najstarszych granitów, budujących obecnie dno kanionu, po wapienie Kaibab, budujące krawędzie.

IMG_9865

Przejście spokojnym krokiem całej trasy, wliczając przerwy na na zdjęcia i wizytę w muzeum zajmuje do dwóch godzin. Widok jest tak zdumiewający, że zdjęć robi się tam naprawdę dużo i trudno się powstrzymać przed zrobieniem kolejnego w nieco innym położeniu 🙂

IMG_9869

Na terenie parku są 4 linie darmowych autobusów: niebieska, pomarańczowa, czerwona i fioletowa, w ciągu dnia  kursują one co 15 minut. Jeżeli więc ktoś nie lubi zbyt wiele chodzić, może z nich skorzystać, podjeżdżając do poszczególnych punktów widokowych.